sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 3

Dziękuje wszystkim, którzy wchodzą na mojego bloga czytają i komentują, bo wtedy widzę, że jednak mam dla kogo pisać i starać się robić to coraz lepiej. Love Ya x

Cailin Pov's
Spojrzałam uważnie na chłopaka, który przepuścił mnie w drzwiach. Wyglądał jak każdy inny chłopak, ale kto normalny nosi czapkę nawet w budynku? Dobra, za miły zapewne też nie będzie bo na takiego nie wygląda plus jego strój. Jest lato, a on ma na sobie długie czarne spodnie i bluzę, nie za ciepło mu troszku? Spojrzałam na chłopaka ostatni raz zanim weszłam do pokoju, który był przeznaczony dla wolontariuszy o dziwo nikogo w nim nie było, ucieszyłam się w duchu bo jakoś nie za bardzo przepadałam za nimi. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, które stało naprzeciwko mnie. Było pęknięte przez całą długość, od zawsze tak było. Nie wiem dlaczego nikt tego nie postanowił naprawić tylko tak zostawił i niech sobie stoi no bo jednak po co naprawiać coś co jest zepsute skoro zawsze można to wyrzucić. Trochę bez sensu prawda? Nigdy chyba nie wyrzuciłam niczego zepsutego, no chyba że jak byłam małym dzieckiem to mi się to dość często zdarzało, wyrzucanie zepsutych zabawek, teraz to dla mnie dziwne wspomnienie, bo niektóre dzieci nie mają nawet zepsutej zabawki, nie mają nic oprócz miłości swoich rodziców, lub samych rodziców, czasem nawet tego nie mają. To musi być naprawdę dziwne nie mieć nic, w końcu tyle osób im pomaga, ale przecież nie zastąpią im tym rodziców i ich miłości. Te dzieci, już nigdy nie zaznają tego co mają Ci, którzy posiadają rodzinę. Podeszłam do jednego z wieszaków, na którym wisiał mój biały fartuch, który powinnam na siebie zakładać żeby wyglądać profesjonalnie, no ale skoro jestem tylko zwykła wolontariuszką to co po mam aż się tak stroić? A może będzie lepiej jak go założę. Będę wyglądać lepiej, właściwie to nawet lubię go nosić. Co z tego, że wszyscy noszą podobne? W takim miejscu każdy jednak musi wyglądać jak człowiek przy innych. Musi się uśmiechać, choć tego nie zawsze pragnie. Powinien dawać choćby małą iskierkę nadziei dla ludzi, którzy jej potrzebują a jej nie mają. Takie jest właśnie nasze zadanie pomaganie i niesienie nadziei potrzebującym. Jak to dziwnie brzmi bardzo dziwnie brzmi, odłożyłam torebkę na moją półkę i założyłam fartuch po czym wyszłam z pokoju zamykając drzwi, chłopaka już nie było na korytarzu, westchnęłam cicho bo bardzo się chciałam dowiedzieć czegoś o nim, plus no jednak trochę przystojny był w końcu choroba nie zawsze robi coś złego z człowiekiem. Ona go tylko niszczy powoli i zabija, a człowiek jest tego świadom i dobrze o tym wie. Stara się jakoś wygrać z chorobą, ale niestety nie zawsze jest to równa walka, bo choroba atakuje w najmniej oczekiwanym momencie. Nikt nie jest na nią przygotowany, powinnam skończyć o tym wszystkim myśleć, bo to tylko mnie jeszcze bardziej dobije a jednak nie powinnam przychodzić tu smutna i przybita, bo jak mam pocieszać innych ludzi skoro i tak ja sama potrzebuje pocieszenia, którego nie jestem w stanie otrzymać, bo nie każdy chce mi je dać, a to jednak mnie bardzo przybija. Dobra. Koniec Cai, musisz myśleć pozytywnie bo raczej nie chce iść gdzieś i ryczeć, westchnęłam cicho przeglądając moje zadania na dziś. Odwiedzenie kilku dzieci i nowy pacjent, uśmiechnęłam się szeroko. Nareszcie poznam tego nowego, właściwie to ja będę musiała się nim zająć, jestem ciekawa czy mi się to uda, czy będzie ze mną rozmawiać czy nie. Od razu ruszyłam w stronę sali nowego, w której miał przebywać, stanęłam przed drzwiami, usłyszałam czyjeś głosy
- Nie możesz mnie zostawić słyszysz! - krzyknął jakiś chłopak, zapewne ten nowy.
- Justin do cholery tu Ci będzie lepiej! Będziesz miał lepszą opiekę! Masz na tyle dużo lat, aby się sobą zając, a nie tylko patrzeć na mnie! - krzyknęła kobieta, w jej głosie wyczułam lekkie przejęcie. Czy ona chce go tu zostawić? Odsunęłam się od drzwi gdy kobieta gwałtownie wyszła z pokoju, spojrzałam na chłopaka, który tępo gapił się w moją stronę, poprawił swoją czapkę i odwrócił się do mnie plecami. Miłej pracy Cailin – powiedziałam sobie w myślach, po czym weszłam do sali zamykając za sobą drzwi.
 ~ Każdy komentarz motywuje ~   
~ Czekam na wasze szczere opinie ~ 
~ Dziękuje bardzo za PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ! Jesteście świetni! ~
~ Żeby być informowanym, wystarczy zostawić swój user ~

6 komentarzy:

  1. Pisz Szejki 💖

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, świetny rozdział ^^
    Czyli jednak matka zostawia Justina. Kurcze... Nie spodziewałam się tego. Nie dobrze... Współczuje teraz Justinowi. To musi być naprawdę okropne uczucie dla niego... Straszna sytuacja.
    A Cailin... No cóż, znowu nie wiem co mogę na jej temat powiedzieć. Zastanawiam się czy uda jej się jakoś dotrzeć do załamanego teraz Justina. Ciekawe...
    Ogólnie to super rozdział i mam nadzieję, że kolejny również taki będzie ^^
    Życzę weny <3
    @LoveWithHarold
    xx
    owoa-russian-roulette.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm..rozdział lepszy od ostatnich :) nie moge sie doczepic, kilka szczegolow, ale to znikome, tresc tez calkiem ciekawa, nie moge zrobic nic innego jak zyczyc weny xx
    @overagainxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to, masz pisać Dżastin ❤��
    ~BananekHeriego

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochamm to czekam na next ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  6. mówiłam już że cie ubóstwiam ? nie? to mówie xxx @sarcasm_queen10

    OdpowiedzUsuń