Dziękuje wszystkim, którzy wchodzą na mojego bloga czytają i komentują, bo wtedy widzę, że jednak mam dla kogo pisać i starać się robić to coraz lepiej. Love Ya x
Cailin Pov's
Spojrzałam uważnie na chłopaka, który przepuścił mnie w drzwiach. Wyglądał jak każdy inny chłopak, ale kto normalny nosi czapkę nawet w budynku? Dobra, za miły zapewne też nie będzie bo na takiego nie wygląda plus jego strój. Jest lato, a on ma na sobie długie czarne spodnie i bluzę, nie za ciepło mu troszku? Spojrzałam na chłopaka ostatni raz zanim weszłam do
pokoju, który był przeznaczony dla wolontariuszy o dziwo nikogo w
nim nie było, ucieszyłam się w duchu bo jakoś nie za bardzo
przepadałam za nimi. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, które
stało naprzeciwko mnie. Było pęknięte przez całą długość, od
zawsze tak było. Nie wiem dlaczego nikt tego nie postanowił
naprawić tylko tak zostawił i niech sobie stoi no bo jednak po co
naprawiać coś co jest zepsute skoro zawsze można to wyrzucić.
Trochę bez sensu prawda? Nigdy chyba nie wyrzuciłam niczego
zepsutego, no chyba że jak byłam małym dzieckiem to mi się to
dość często zdarzało, wyrzucanie zepsutych zabawek, teraz to dla
mnie dziwne wspomnienie, bo niektóre dzieci nie mają nawet zepsutej
zabawki, nie mają nic oprócz miłości swoich rodziców, lub samych
rodziców, czasem nawet tego nie mają. To musi być naprawdę dziwne
nie mieć nic, w końcu tyle osób im pomaga, ale przecież nie
zastąpią im tym rodziców i ich miłości. Te dzieci, już nigdy nie zaznają tego
co mają Ci, którzy posiadają rodzinę. Podeszłam do jednego z
wieszaków, na którym wisiał mój biały fartuch, który powinnam
na siebie zakładać żeby wyglądać profesjonalnie, no ale skoro
jestem tylko zwykła wolontariuszką to co po mam aż się tak
stroić? A może będzie lepiej jak go założę. Będę wyglądać
lepiej, właściwie to nawet lubię go nosić. Co z tego, że wszyscy
noszą podobne? W takim miejscu każdy jednak musi wyglądać jak
człowiek przy innych. Musi się uśmiechać, choć tego nie
zawsze pragnie. Powinien dawać choćby małą iskierkę nadziei dla
ludzi, którzy jej potrzebują a jej nie mają. Takie jest właśnie
nasze zadanie pomaganie i niesienie nadziei potrzebującym. Jak to
dziwnie brzmi bardzo dziwnie brzmi, odłożyłam torebkę na moją
półkę i założyłam fartuch po czym wyszłam z pokoju zamykając
drzwi, chłopaka już nie było na korytarzu, westchnęłam cicho bo
bardzo się chciałam dowiedzieć czegoś o nim, plus no jednak
trochę przystojny był w końcu choroba nie zawsze robi coś złego
z człowiekiem. Ona go tylko niszczy powoli i zabija, a człowiek
jest tego świadom i dobrze o tym wie. Stara się jakoś wygrać z
chorobą, ale niestety nie zawsze jest to równa walka, bo choroba
atakuje w najmniej oczekiwanym momencie. Nikt nie jest na nią
przygotowany, powinnam skończyć o tym wszystkim myśleć, bo to
tylko mnie jeszcze bardziej dobije a jednak nie powinnam przychodzić
tu smutna i przybita, bo jak mam pocieszać innych ludzi skoro i tak
ja sama potrzebuje pocieszenia, którego nie jestem w stanie
otrzymać, bo nie każdy chce mi je dać, a to jednak mnie bardzo
przybija. Dobra. Koniec Cai, musisz myśleć pozytywnie bo raczej nie
chce iść gdzieś i ryczeć, westchnęłam cicho przeglądając moje
zadania na dziś. Odwiedzenie kilku dzieci i nowy pacjent,
uśmiechnęłam się szeroko. Nareszcie poznam tego nowego, właściwie
to ja będę musiała się nim zająć, jestem ciekawa czy mi się to
uda, czy będzie ze mną rozmawiać czy nie. Od razu ruszyłam w
stronę sali nowego, w której miał przebywać, stanęłam przed
drzwiami, usłyszałam czyjeś głosy
- Nie możesz mnie zostawić
słyszysz! - krzyknął jakiś chłopak, zapewne ten nowy.
- Justin do cholery tu Ci będzie
lepiej! Będziesz miał lepszą opiekę! Masz na tyle dużo lat, aby
się sobą zając, a nie tylko patrzeć na mnie! - krzyknęła
kobieta, w jej głosie wyczułam lekkie przejęcie. Czy ona chce go
tu zostawić? Odsunęłam się od drzwi gdy kobieta gwałtownie
wyszła z pokoju, spojrzałam na chłopaka, który tępo gapił się
w moją stronę, poprawił swoją czapkę i odwrócił się do mnie
plecami. Miłej pracy Cailin – powiedziałam sobie w myślach, po
czym weszłam do sali zamykając za sobą drzwi.
~ Każdy komentarz motywuje ~
~ Czekam na wasze szczere opinie ~
~ Dziękuje bardzo za PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ! Jesteście świetni! ~
~ Żeby być informowanym, wystarczy zostawić swój user ~
Pisz Szejki 💖
OdpowiedzUsuńSuper, świetny rozdział ^^
OdpowiedzUsuńCzyli jednak matka zostawia Justina. Kurcze... Nie spodziewałam się tego. Nie dobrze... Współczuje teraz Justinowi. To musi być naprawdę okropne uczucie dla niego... Straszna sytuacja.
A Cailin... No cóż, znowu nie wiem co mogę na jej temat powiedzieć. Zastanawiam się czy uda jej się jakoś dotrzeć do załamanego teraz Justina. Ciekawe...
Ogólnie to super rozdział i mam nadzieję, że kolejny również taki będzie ^^
Życzę weny <3
@LoveWithHarold
xx
owoa-russian-roulette.blogspot.com
hmm..rozdział lepszy od ostatnich :) nie moge sie doczepic, kilka szczegolow, ale to znikome, tresc tez calkiem ciekawa, nie moge zrobic nic innego jak zyczyc weny xx
OdpowiedzUsuń@overagainxx
Kocham to, masz pisać Dżastin ❤��
OdpowiedzUsuń~BananekHeriego
Kochamm to czekam na next ❤❤❤
OdpowiedzUsuńmówiłam już że cie ubóstwiam ? nie? to mówie xxx @sarcasm_queen10
OdpowiedzUsuń