sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 2

Justin Pov's
Leżałem z otwartymi oczami rozglądając sie po moim pokoju, w którym jak zawsze moja mama sie krzątała. Ciągle musiała coś robić bo nie chciała myśleć o tym, że jej syn niedługo umrze. Sam odliczam dni. Chciałbym umrzeć...może to dziwnie brzmi, ale wtedy moja mama byłaby na pewno mniej obarczona, może by jej nawet ulżyło, nie musiałaby się aż tyle o mnie martwić i o moją chorobe. W końcu to tylko czerniak. Zerknąłem na mój nadgarstek na którym była czarnawa plama. Przejechałem po niej delikatnie kciukiem.
- Nie śpisz? - zapytała moja mama, jej słuch strasznie się wyostrzył od kąd jestem chory. Każde moje westchnięcie, lekka zadyszka, ruch, wszystko. Westchnąłem podnosząc wzrok na mame, która była blada i wychudzona. Można by, powiedzieć że to ona umiera. Tyle razy słyszałem jak się modliła, żeby Bóg ją zabrał a mi pozwolił żyć, ale co ja bym zrobił bez niej. Jest jedyną z niewielu osób, która ze mną rozmawia.
- Tak mamo, przed chwilą się przebudziłem - wymusiłem uśmiech przez co ona też sie uśmiechnęła. Tak dawno nie widziałem aby się usmiechnęła. - Mamo jadłaś już? - zapytałem patrzac na nią, miałem nadzieję że mnie nie okłamie tylko powie prawde.
- Jeszcze nie, czekałam na to aż sie obudzisz - z uśmiechem podeszła do mnie, spojrzałem w jej oczy w których zauważyłem: ból, cierpienie, strach z trudem powstrzymywała łzy. Złapala moją dłoń splatając nasze palce. - Dziś musze cie zawieźć do tego ośrodka, prosze Cie kochanie tylko nic nie mów, tam się tobą dobrze zajmą - nadal patrzyła na mnie ze łzami w oczach. A ja potrzebowałem czasu, aby wszystko przeanalizować. Słowo po słowie. Dokładnie. Znowu mnie wysyła gdzieś, gdzie się mną mają zająć. Przecież potrafie sam się sobą dobrze zająć. Spojrzałem na nią bez słowa. Nie wiedziałem co moge powiedzieć. Poprawka nie wiedziałem co mam mówić. Matka która, nie spuszczała ze mnie wzroku nawet na chwile. Pilnująca mnie dwadzieścia cztery godziny na dobe, w tygodniu. W każdej minucie mojego życia od kiedy mam raka i jestem chory.
- Dobrze - powiedziałem po kilkunastu minutach ciszy, która wypełniała całe pomieszczenie. Tak, że chciało mi sie zwymiotować. Moja mama zostawia mnie, na pastwe jakichś nie znanych mi osób. Mam już 19 lat, umiem sam o siebie zadbać, ale jednak troche mnie przeraża wizja tego ze ktoś inny będzie mnie może dotykał a może nie. Mam nadzieję, że nie. Bo strasznie sie obawiałem innych osób. Tego jak będą na mnie patrzeć. Co będą o mnie mówić. Może to będą jakieś złe rzeczy, gesty. Może wcale mnie nie zaakceptują...westchnąłem cicho, powoli wstając z łóżka. Oczywiście musiałem zażyc lekarstwa. Wziąłem niechętnie zółtą tabletke i szklanke wody poczym ją zażyłem popijając daną wodą. Podszedłem do szafy wyciagając jakieś bokserki, czarne spodnie do tego białą luźną i koszulkę i na to bluze, podszedłem do drzwi ubierając buty, poczym wyszedłem z domu rozglądjąc sie uważnie, spojrzałem na słońce, które ogrzewało moją twarz jednocześnie rażąc mocno oczy, mama od razu ponagliła mnie abym wsiadł do samochodu więc tak zrobiłem. Jazda nie trwała długo, gdy dojechaliśmy matka od razu gdzieś polazła zostawiając mnie samego w samochodzie. Przez kilka minut zastanawiałem się czy wysiąść. Dla mnie to trwało jak wiecznośc, w końcu wysiadłem. Znowu się rozglądnąłem patrząc w strone drzwi, ze spuszczoną głową szedłem w strone drzwi, nie zauważyłem drugiej osoby zbliżającej sie z drugiej strony póki na nią nie wpadłem.
 - Uważaj jak chodzisz! - pisnęła. Poznałem, że to kobieta, spojrzałem na nią. Mała drobna blondynka o zielonych oczach, wpatrywała sie we mnie dziwnie. 
 - Tak, tak przepraszam - mruknąłem obojętnie choć od razu wiedziałem, że nie będzie mi obojętna. Przepuściłem ją w drzwiach, bez żadnego słowa poszła dalej, spojrzałem na korytarz, którym się szło w strone głównego pomieszczenia. Spojrzałem na każdego kto mnie mijał, nikt mi nic nie powiedział czułem sie dziwnie odrzuczony do tego nie wiedziałem gdzie jest moja mama.
Czułem sie jak małe dziecko, które zostało porzucone. 
 - Witaj w twoim drugim domie - spojrzałem na jakąś wolontariuszke, która była niska i ładna. 
Tak, witam siebie sam w nowym domu, pomyślałem sarkastycznie.
Czyżby moja mama miała zamiar się mnie pozbyć? 
Nie chciała patrzeć na to jak codziennie umieram?
Poprawiłem moją czapke, żeby nie było widać braku moich włosów.
Widocznie tak. Pozbyła sie problemu.
~ Każdy komentarz motywuje ~
Hej, witam was na moim blogu, który będzie o Justinie i Cailin Russo, wiem że stać mnie na więcej i postaram się dawać z siebie wszystko, ale wiecie wszystko przychodzi z czasem.
Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach to pozostawcie o sobie ślad w komentarzu razem ze swoim userem, który zapisze w liście informowanych
Piszcie co mam poprawić, żeby lepiej wam się czytało.
Komentujcie, obserwujcie bloga!
(po lewej stronie, macie cytat na rozdział)
 Love Ya x
@xiSzejk

9 komentarzy:

  1. Bardzo ładny rozdział
    Ciekawy i trochę tajemniczy...
    Niestety śmierć i choroba dotyczyła bliskiej mi osoby i dość ciężko mi się czyta.
    Poza tym masz bardzo ładny styl pisania i czekam na więcej
    ~Bananek

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow świetny.
    Czekam na CD ♥
    @Zialless

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny :) x
    Czekam na następny! x
    Dziekie za info na tt miś ♥
    @Minkaaa6

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero zaczęłam czytać a już niesamowicie się wciągnęłam x Świetnie piszesz i mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej :) Oczywiście czekam na następny rozdział xx Powodzenia w pisaniu aniołku xo
    @luvmyashtonxx

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne, niesamowite, wspaniałe! :*
    Czekam na następną część!
    @Kinqa_Official

    by-kinqa.blogspot.com- KLIK

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę się doczekać następnego na serio wciąga xx @sarcasm_queen10

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawie piszesz, cholernie wciąga.
    Mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny rozdział. Czekam z niecierpliwością.
    @_LittChesIS

    OdpowiedzUsuń
  8. świetna robota, bardzo mnie wciągnęło i oczywiście zostawiam user! x
    btw. przy następnym rozdziale możesz trochę zwrócić uwagę na ortografię, chodzi mi o takie błędy jak "nie nawidzi" etc (w pierwszym rozdziale było), mi osobiście takie coś nie przeszkadza, ale może się trafić osoba, której może to bardzo utrudniać czytanie ;)
    ilysm @idkily

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam <3
    No więc tak... Obiecałam ci dzisiaj, że wejdę, przeczytam i zostawię po sobie komentarz, tak też i jestem :)
    Zastanawiam się co mogę powiedzieć na temat tych dwóch rozdziałów. Ciężko mi określić co z tego będzie, bo to wkońcu dopiero początek. Ale podoba mi się pomysł i ogólnie cały zarys tej historii. Justin jest fajnym bohaterem. Daje taką pozytywną energię mimo swojej choroby. Widać, że jest mu ciężko, ale daje sobie rade i przede wszystkim nie poddaje się. Po jedynce, która była o Cailin... Cóż no nie wiem dlaczego, ale wydała mi się ona jakaś zarozumiała i zbyt pewna siebie. Nie wiem. Takie jakieś stworzyła wrażenie. Przynajmniej ja ją tak odebrałam. Ale pewnie się mylę i może z czasem się to ukarze ^^
    "choć od razu wiedziałem, że nie będzie mi obojętna"
    Ciekawe... ^^
    I w ogóle matka mogłaby zostawić Justina? No nie wiem... Przynajmniej nie wydaje mi się, że ona mogłaby to zrobić.
    No ale co więcej...
    Oba rozdziały, aczkolwiek są tak jakby krótkie, mi się bardzo podobały ^^
    Pozdrawiam i życzę weny, która zawsze bardzo jest potrzebna ^^
    @LoveWithHarold
    xx

    + zapraszam cię też do siebie. Miłoby mi było, gdybyś zostawił jakiś ślad po sobie <3
    owoa-russian-roulette.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń